Szczęście po stoicku

Oglądam właśnie film, w którym para postanawia uczcić rocznicę ślubu wyjazdem do Paryża. Szampan, pity w knajpce na świeżym powietrzu, spacer nad Sekwaną, podziwianie panoramy miasta z wieży Eiffla oraz przejazd taksówką obok malowniczo podświetlonego Łuku Triumfalnego. Ani słowa, oczywiście, o wszechobecnych tłumach turystów. Najbardziej jednak zaciekawiło mnie, jak wiele warunków musiało zostać spełnionych, żeby weekend można było uznać za romantyczny. I żeby ta para czerpała radość ze swojego towarzystwa.

Warunki szczęścia

Cóż, im więcej punktów do wypełnienia, tym większa szansa, że coś pójdzie nie tak i nie uda się zrealizować scenariusza, którego ukoronowaniem jest satysfakcja. Tak przynajmniej uważał Epikur. Upraszczając jego poglądy, szczęście powinno się opierać na tak niewielu warunkach, jak to tylko możliwe, bo wtedy jest największa szansa na ich spełnienie. Zastanawiam się nad propozycją Epikura i nad tym, jak mogłyby wyglądać moje warunki, które muszą być zaspokojone, abym czuła się szczęśliwa. Lista jest skromna: jestem szczęśliwa, kiedy nic mnie nie boli, nie jestem głodna ani spragniona, nie jest mi zimno lub gorąco i nie grozi mi niebezpieczeństwo. No dobrze, ale przecież nawet tak krótka lista warunków może jednak nie zostać spełniona. Czy to znaczy, że osoby żyjące w bólu czy głodne nie mogą być szczęśliwe?

A może życie w zgodzie z cnotami?

Chyba więc bliżej mi będzie do wskazówek stoików. Według nich źródłem szczęścia jest skupienie się na rzeczach, na które mam wpływ: życiu w zgodzie z cnotami, panowaniu nad żądzami i głosem wewnętrznym. Na czynniki zewnętrzne wpływu nie mam, więc nie powinny mnie one zajmować. To właśnie codzienne podejmowanie wysiłku życia w zgodzie z najważniejszymi wartościami jest źródłem szczęścia, niezależnie od tego, czy przynosi pomyślność materialną, popularność towarzyską czy też pomaga rozwijać karierę zawodową.

Przyjęcie propozycji definicji szczęścia po stoicku nie jest łatwe. Trudno jest mi zmierzyć się z wnioskiem, że wiele rzeczy, które mnie obecnie zajmują, musiałabym uznać za nieistotne. To budzi we mnie opór. Opór, myślę, wynikający z lęku przed zmianą i koniecznością sięgnięcia głębiej, aby zrozumieć swoje prawdziwe pragnienia. Może ten sam lęk towarzyszył parze, którą wspomniałam wcześniej i dlatego woleli skupić się na zaplanowaniu odpowiednich dekoracji na rocznicę ślubu, zamiast zaspokoić potrzebę kontaktu i bliskości poprzez po prostu wspólny spacer?

Droga do szczęścia po stoicku

Jeśli chcesz spróbować budować swoje szczęście po stoicku, zamiast na bazie konieczności realizacji jakiegoś scenariusza lub kupowania przedmiotów, spróbuj od odpowiedzi na takie pytania:

Jak sobie wyobrażam sytuację, w której jestem szczęśliwa?

Czy muszą być w niej spełnione jakieś warunki? jakie?

Czego brakuje, abym czuła się szczęśliwa?

Czy to, czego mi brakuje, jest zależne ode mnie?

Jeśli zauważyłaś, że uzależniasz swoje szczęście od czynników zewnętrznych, spróbuj drogi do szczęścia po stoicku! Po więcej podpowiedzi możesz zajrzeć na stronę StoicWay. Możesz też zajrzeć do wpisów o sensie życia i życiu po swojemu po więcej inspiracji.

Wpis ilustruje fragment obrazu Yue Minjun „Ogód z tyłu domu”, China Online Museum. Może się wydawać, że scena ta jest pełna szczęścia, ale autor wydaje się pytać o kondycję człowieka i o kierunek, w którym zmierza świat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *