Dyscyplina, która robi różnicę

Dzisiaj na początek fragment „Małego Księcia”:

Na planecie Małego Księcia, tak jak na wszystkich planetach, rosły pożyteczne rośliny i chwasty. Czyli znajdowały się tam również nasiona pożytecznych roślin i chwastów. Ale nasiona są niewidoczne. Śpią ukryte w glebie do czasu, aż któreś z nich weźmie chętka, żeby się obudzić. Wtedy takie nasiono się wypręża i z początku nieśmiało wypuszcza ku słońcu nieszkodliwą łodyżkę. Jeżeli jest to łodyżka rzodkwi lub róży, można pozwolić jej rosnąć, jak chce. Ale jeżeli to chwast, trzeba wyrwać go zaraz, gdy się go rozpozna. Otóż na planecie Małego Księcia znajdowały się groźne nasiona — nasiona baobabu. Gleba planety była nimi zasypana. Tymczasem jeśli weźmiesz się za takie baobaby za późno, już nigdy się ich nie pozbędziesz. Zarosną całą planetę. Przebiją ją korzeniami. I jeśli planeta będzie za mała, a baobabów za wiele, doprowadzą do jej rozpadu. — To kwestia dyscypliny — powiedział mi później Mały Książę. — Po porannej toalecie należy zadbać o higienę planety. Trzeba narzucić sobie zwyczaj regularnego wyrywania baobabów, zaraz gdy dadzą się odróżnić od krzewów różanych, do których są bardzo podobne, kiedy są młode. To bardzo nudna, ale i bardzo łatwa praca.

Mały Książę rozumiał wagę dyscypliny i powtarzalności. Potrafił zbudować nawyk, który mu służył. Nawyk codziennego prowadzenia higieny planety bardzo mi przypomina stoickie ćwiczenie przeglądu siebie. Codziennie zastanawiasz się, jak się masz, zwracasz uwagę na chwasty i dbasz o to, aby eliminować je ze swojego życia. Nic prostszego, prawda? Tylko, co właściwie jest chwastem? Chwast to dziko rosnąca roślina, hamująca wzrost roślin użytkowych. Będzie rósł, i to ekspansywnie, kiedy trafi na dobre warunki siedliskowe. Mogę przyjąć, że chwastem jest to, co mi nie służy, ale wcale nie tak łatwo mi zrozumieć, co to takiego. Wiele spraw wydaje się na pierwszy rzut oka atrakcyjnych i dopiero po czasie okazują się być nie dla mnie.

Moje ogarnianie chwastów

Wyobrażam sobie ogród. Moimi pożytecznymi roślinami byłyby w nim odpoczynek, rozwój zainteresowań, interesująca praca, aktywność fizyczna, czas spędzony z bliskimi, harmonijne otoczenie. A moimi chwastami są: porównywanie się do innych, nadmiar zadań, rzucanie pod siebie, bezmyślna rozrywka. Rzeczywiście dostrzegam, że kiedy nie przyglądam się regularnie moim chwastom, zawłaszczają one coraz większą przestrzeń i tłamszą to, co chcę w swoim życiu pielęgnować.

Porównywanie się do innych

Umiem już rozpoznać tego chwasta, chociaż odrasta szczególnie uporczywie. Objawia się nagłą gonitwą myśli pod hasłem Muszę Się Zmienić. Zaczynam być niezadowolona z tego, jak urządzony jest mój dom, lub z tego, jak się ubieram, albo z tego, jaki noszę rozmiar. Nagle zaczynam czuć się źle, że nie przeczytałam tych wszystkich mądrych książek i nie widziałam najnowszej wystawy w muzeum, albo nie wiem, jakie są trendy na nadchodzącą wiosnę. Najczęściej źródłem problemu okazuje się przedawkowanie Instagrama lub Pinterestu i pomaga niewielki odwyk cyfrowy (który polecam niezależnie od tego, czy i Ty masz problem z porównywaniem się do innych! możesz tutaj poczytać o moich doświadczeniach).

Rzucanie pod siebie

Nad porządkiem w domu i zagrodzie spędziłam dużo czasu i mam niezłe efekty. O moich sposobach możesz poczytać we wpisie o osoji i o teorii stosiku. Przełomem było zapanowanie nad ilością rzeczy: serio, jak masz mniej rzeczy to trudniej zrobić bałagan!!! (czemu mi zajęło tyle lat dojście do tego wniosku?). Ponadto jakiś czas temu zaczął mi przeszkadzać nieład w moim otoczeniu i zauważyłam, że porządek mnie uspokaja, co ma sens w świetle wyników badań, które wiążą nieład i nadmiar w otoczeniu z podwyższonym poziomem kortyzolu – hormonu stresu.

Za dużo zadań

Tutaj z kolei nie mogę się pochwalić spektakularnymi sukcesami. Bardzo uporczywy chwast i nadmiar zadań to chyba moje ziarno baobabu, na które szczególnie muszę zwracać uwagę, żeby utrzymać w całości moją planetę. Nadmiarowi zadań sprzyja jest moja praca zawodowa, która jest na tyle angażująca, że ma skłonność do zawłaszczania, przy odrobinie nieostrożności, nieskończonej ilości godzin. Innym problemem jest moja nieustanna ciekawość i chęć do zajmowania się nowymi, intrygującymi rzeczami. Słowo daję, że umiem się już mocno trzymać w ryzach, ale krytyczne przyglądanie się ilości zadań i umiejętność odmawiania to podstawowe elementy, którymi muszę zajmować się właściwie codziennie.

Bezmyślna rozrywka

Kto nie zamula przy mediach społecznościowych albo Netfliksie, niech pierwszy rzuci kamieniem! Zdecydowanie otrzeźwia sprawdzenie, ile czasu się spędziło na takich rozrywkach. Można też kontrolować sytuację, odinstalowując apki social mediów lub ustawiając na nich limity. Zauważyłam jednak u siebie, że chwast bezmyślnej rozrywki jest u mnie nierozerwalnie związany z chwastem nadmiaru zadań. Kiedy mam za dużo zadań, po pracy jestem mentalnym warzywem i mój mózg nie jest w stanie przyswoić niczego, co wymaga jakiegokolwiek wysiłku. Kiedy pilnuję, aby się nie przepracowywać, mniej czasu spędzam na głupotach. Nadmiar obowiązków wyczerpuje siłę woli, była już o tym mowa i u mnie zdecydowanie się to potwierdza.

I na koniec, pozostając przy porównaniu do ogrodu, zwracam też uwagę, czy to, co co uważam za pożyteczne, w ogóle do mnie pasuje. Z ogrodami jest tak, że najlepiej nie tworzyć ich zupełnie wbrew naturze, tylko umiejętnie wspierając to, co na danym terenie rośnie bez problemu. Staram się więc nie planować dla siebie rzeczy, które są zupełnie niezgodne z moją naturą. Nie planuję spotkań towarzyskich, skoro wolę spędzać czas z książką, ani wyczynów kulinarnych, bo wiem, że gotowanie nie sprawia mi przyjemności. I dokładnie przyglądam się moim chwastom, żeby sprawdzić, czy nie są to czasem rzeczy, które tak naprawdę są cenne w ogrodzie, tylko w pierwszej chwili tego nie dostrzegłam. A od Małego Księcia biorę przede wszystkim nawyk codziennego przeglądu siebie.

Wpis ilustruje fragment obrazu „Mendrami” autorstwa Ji Won Kima (Korean Art Museum, Seul). Celozje, przedstawione na obrazie, mogą być ciekawą rośliną ogrodową, chociaż w Azji są traktowane jako chwast. Trzeba samemu zdecydować, jak je traktować 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *