Gdy pomysł na siebie nie wypalił

Ostatnio rozmyślałam nad tym, jak wiele miałam pomysłów na siebie, których nie zrealizowałam. Przyszła mi na myśl wizja cmentarzyka tych wszystkich inicjatyw. Byłaby na nim alejka aktywności fizycznej z nagrobkiem dla ćwiczeń na orbitreku, kolejnym dla jogi i mocno przykurzonym dla siłowni, dalej alejka zdrowego odżywiania z nagrobkami dla świeżo wyciskanych soków i grobowcem dla suplementów. Sporo przestrzeni musiałyby zająć sprawy różne, od inwestowania na giełdzie poprzez naukę kaligrafii, książki kucharskie aż do sztuki układania bukietów. Inni, jak sobie wyobrażam, mogliby mieć jakieś nagrobki, których u mnie nigdy nie było, na przykład „dopracowane stylizacje na każdy dzień” „codzienne rodzinne obiady” czy „wywoływanie i wkładanie do albumów zdjęć z ważnych wydarzeń”.

Czemu nie odpuszczam?

Myślę też o tym, jak wiele pamiątek po tych porzuconych pomysłach zostaje w domu, bo nie mogę się pogodzić z tym, że tu nie ma już czego reanimować. Wciąż jeszcze łapię się na tym, że trzymam się swoich wyobrażeń i przechowuję przedmioty, które dawno powinnam pożegnać. Myślę, że robię to przede wszystkim powodowana nadzieją i lękiem przed porażką. Nie chcę się przyznać, nawet przed sobą, że poległam, więc wolę żyć nadzieją, że do tego wszystkiego wrócę, kiedy tylko uporam się z ważnymi sprawami, które mnie teraz zajmują, albo kiedy przyjdzie jesień, urlop czy kiedy dziecko skończy szkołę i zyskam więcej czasu dla siebie. Mam wciąż nadzieję, że nadrobię zaległości, dokończę tę ciekawą książkę czy nauczę się w końcu kaligrafii. Chcę postrzegać siebie jako osobę konsekwentną, która, kiedy się za coś zabiera, to doprowadza sprawy do końca.

Niestety, wychodzi jak zawsze. Sprawy nie posuwają się do przodu nawet mimo nadejścia urlopu czy jesieni, bo to, z czym zwlekam po prostu nie jest dla mnie, tylko nie chcę przyjąć tego do wiadomości. Kończę więc z poczuciem winy.

I myslę, że trzymanie się nieużywanych i nieprzydatnych przedmiotów i pomysłów rzeczywiście przypomina życie na cmentarzu. I zdecydowanie nie sprzyja lekkości, swobodzie i poczuciu, że mogę żyć, jak chcę (co, jak już wspominałam, jest dla mnie ważną rzeczą). Co więcej: tracę czas, trzymając się czegoś, co dawno powinnam odpuścić, zamiast zrobić miejsce na rzeczy, które naprawdę będą mi pasować.

To jedna z trudniejszych decyzji – odpuścić, czy postarać się bardziej? Ale myślę, że jeśli zadaję sobie to pytanie to czas odpuścić. Chcę się zajmować tylko rzeczami, które mnie rzeczywiście pasjonują. Lubię wchodzić w nowe doświadczenia, ale kiedy z czasem stają się mniej ciekawe, uczę się odpuszczać bez żalu, zamiast trzymać się ich kurczowo kiedy są już tylko zbędnym balastem.

Jak się nauczyć odpuszczać?

W nauce porzucania pomysłów, na które już nie ma miejsca w moim życiu pomaga mi stosowanie modelu radzenia sobie ze stratą i przechodzenie przez 5 etapów, które pomagają mi pogodzić się z tym, co mi nie wyszło.

Zaprzeczenie

Nie, to nieprawda, że ten pomysł nie wypalił. Przecież będę ćwiczyć, tylko w tym tygodniu jestem zajęta. Będę codziennie się uczyć nowych słówek, tylko muszę obejrzeć ten ciekawy serial. Będę codziennie chodzić na spacer, tylko teraz tak szybko robi się ciemno.

Gniew

Czemu to jest takie trudne? Nie zawracajcie mi głowy, bo przez Was znowu nie mogę się zabrać za zaplanowaną książkę.

Targowanie

Jak zacznę wstawać wcześniej, to będę mieć czas na obranie warzyw na surówkę i praktykę jogi. Znajdę inną dietę, żeby jeść zdrowo, bo te posiłki są jakieś niesmaczne. Bo chodzi o to, że nie lubię jarmużu i muszę znaleźć inne przepisy, wtedy w końcu zacznę.

Depresja

To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Jestem beznadziejna i nigdy nie osiągnę tego, na czym mi zależy…

Akceptacja

Teraz już nic nie zmienię, muszę się pogodzić z tym że nie wyszło i zastanowić się, co dalej.

Kiedy przechodzę na etap akceptacji, lubię zastanawiać się nad dwoma pytaniami:

Czego mnie to nauczyło?

Czemu to nie zadziałało?

Jeśli myślisz, że to nie jest dla Ciebie, posłuchaj Jill Sherer Murray, która mówi o tym, jaką siłę daje nauczenie się odpuszczania.

Wpis ilustruje fragment obrazu autorstwa Wolfganga Lettl „Trzynaście prób zostania kogutem”. Uwielbiam komizm tego obrazu i rezygnację w oczach bohatera, który z doprawionym dziobem musi spojrzeć prawdzie w oczy: nie jest kogutem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *