Sztuka slow life

Czyta się: 4 minuty

slow life
Moment bycia w chwili. Zapada wieczór, wokół spokój, można odpłynąć myślami i bawić się niteczkami babiego lata. Fragment obrazu Józefa Chełmońskiego „Babie lato”, Muzeum Narodowe, Warszawa.

Rozważając temat slow life, zaczęłam od pojęcia „zabić czas”. Jakby to był wróg, którego trzeba się pozbyć, pusta i nudna przestrzeń, która nie może pozostać niezapełniona. Czy to znaczy, że więcej znaczy lepiej? czy kiedy narzucę sobie reżim pracy, gimnastyki, aktywności rozwojowych, rozrywek i podróży, które szczelnie zapełnią każdą minutę, to moje życie będzie lepsze?  

Slow life jako niezgoda na presję bycia zajętym

Uważam, że niemożliwe jest płynne przechodzenie między różnym tempem działania. Skoro w strefie zawodowej jestem punktualna, efektywna, zadaniowa, załatwiam sprawy sprawnie i szybko, nie jest możliwe, że po wejściu do domu przestawię się na tryb niespiesznej, empatycznej obecności i będę umiała cieszyć się obecnością bliskich bez naglącej potrzeby efektywnego wykorzystania czasu.

Moim zdaniem rosnąca popularność intensywnego spędzania wolnego czasu jest wynikiem właśnie takiego uwewnętrznienia technik efektywnego wykorzystania czasu. Jak sport, to żaden tam spacer, co najmniej crossfit, maraton a najlepiej triathlon, wyczynowe przyrządzanie potraw wraz z prezentacją efektów w social mediach, dodatkowe studia, nauka języka obcego, zaplanowanie i odbycie wakacji życia, aktywne spędzenie weekendu, korzystanie z oferty kulturalnej!

Męczy mnie samo wyliczanie morza możliwości i nieustannie atakuje presja konieczności bycia w ciągłej aktywności – którą najwyraźniej uwewnętrzniłam, bo czuję ją, chociaż (niby) nikt jej na mnie nie wywiera.

Slow life to niezgoda na taki rytm, zaprzeczenie temu, że więcej znaczy lepiej. Więcej po prostu znaczy więcej – kiedy zapełnię bez reszty swoje życie, ono wcale nie będzie lepsze, raczej po prostu nie będę mieć czasu, żeby się nad tym zastanawiać, bo będę wciąż zajęta. Slow life zakłada więc pozostawienie przestrzeni na oddech i refleksję. Spowolnienie daje wiele korzyści – zobacz, jak mówi o nich Carl Honore, sponsor ruchu slow life:

Moje sposoby na slow life

Ćwiczę umiejętność slow life, życia niespiesznego, w zwolnionym tempie. Życia z miejscem na nudę, nie przepełnionym aktywnościami. Spacery zamiast sportu wyczynowego, czytanie książki zamiast wyjazdu all inclusive, spotkanie z przyjaciółmi zamiast głośnej imprezy. Podróżowanie w wolnym rytmie (o którym pisałam tutaj). Okazuje się, że wolne życie daje mi większą satysfakcję, niż wir zobowiązań. Spada napięcie i nie przepełnia mnie poczucie winy, że czegoś nie zdążyłam. Kiedy umknie mi jakaś okazja, myślę: widocznie nie byliśmy sobie pisani.

W sferze zawodowej to zwolnienie wymaga ode mnie stawienia czoła reakcji otoczenia. Pracuję w korporacji, gdzie szybkie tempo i bycie wciąż zajętym z założenia traktowane jest jako właściwy sposób działania. Ale zaskakujące jest to, że da się funkcjonować w niespiesznym tempie również w obszarze zawodowym. Udaje mi się zbudować obszary pracy na własnych zasadach i aktywnie wyznaczać granice. Bardzo mi w tym pomaga trening odwagi, o którym więcej przeczytać możesz tutaj.

Jak zacząć?

Proponuję Ci rozpocząć od analizy tego, jak wygląda obecnie Twoje życie. Jakie obszary wymagają zwolnienia i przejścia w rytm slow? czego jest za dużo?

Zmiana tempa działania wymaga zwiększenia uważności na to, co dzieje się tu i teraz. Aby to zrobić, możesz sięgnąć do technik uważności (minfullness). Chodzi w nich o naukę pełnego i świadomego przeżywania chwili obecnej i zostały stworzone w celu redukcji skutków stresu, a okazało się, że ich stosowanie poprawia też odporność i ułatwia koncentrację. Pracę z mindfullness możesz zacząć od 3 prostych kroków:

Oddychaj głęboko, spokojnie i powoli

Skup się na bodźcach, które do Ciebie docierają za pomocą wszystkich zmysłów

Dostrzeż swoje myśli i pozwól im płynąć

Jednym z najważniejszych (i najtrudniejszych) kroków jest uzmysłowienie sobie, że musisz wprowadzić zmiany, żeby zacząć żyć slow. Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów, jak rzekomo powiedział Einstein (albo i nie on, zobacz co na ten temat pisze autor tego wpisu). W każdym razie musisz z czegoś zrezygnować i proponuję zacząć właśnie od upraszczania.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *