Wolność finansowa

Czyta się: 6 minut

Wolność finansowa
Zdjęcie: Fabian Blank, Unsplash.com

Chcę żyć na własnych zasadach. Każda decyzja, którą podejmuję, ma wpływ na realizację tego celu. Decyzje finansowe również. Każda wydana złotówka to moja decyzja, żeby powiedzieć „tak” jakiejś rzeczy, a w konsekwencji powiedzieć „nie” czemuś innemu i dlatego staram się unikać bezrefleksyjnych wydatków. Wcale to nie oznacza, że wydaję mało, przeciwnie, nie oszczędzam na rzeczach, które uważam za istotne. Staram się jednak nie tracić z oczu najważniejszego celu: wolności do decydowania o sobie.

Wolność finansowa: oszczędności

Oszczędności to filar mojej swobody finansowej. Umożliwiają mi podejmowanie decyzji, na jakie mam ochotę. Mogę zapisać się na szkolenie, które mnie interesuje, wyjechać w ciekawe miejsce, ale też zdecydować o zmianie kierunku kariery zawodowej, przeprowadzce czy zakończeniu związku, jeśli uważam, że taka decyzja jest dla mnie i dla moich bliskich najlepsza. W popularnym artykule z Observera oszczędności nazwane zostały wręcz „fuck off fund” – fundusz, którego możesz użyć, żeby wyjść z sytuacji, która Ci nie odpowiada. Większość ludzi zaczyna jednak od sytuacji odmiennej: niewoli finansowej, braku oszczędności i posiadaniu obciążeń, przez które w razie niepomyślnego zbiegu okoliczności – wypadku, choroby lub utraty pracy – zaledwie kilka miesięcy dzieli ich od katastrofy finansowej.

Kiedyś na konferencji usłyszałam następującą poradę: „Chcesz mieć więcej pieniędzy? To musisz mniej wydawać albo więcej zarabiać, albo robić obie te rzeczy!”. Proste a skuteczne i na tej sugestii opieram moje sposoby na zarządzanie finansami.

Mniej wydawać

Jest bardzo obszarów, które mnie nie interesują i na które nie lubię wydawać pieniędzy, od rzeczy wielkich po zupełne drobiazgi. Poniższe zestawienie bazuje na moich najważniejszych zasadach: minimalizm (o którym możesz poczytać tutaj) i budowanie poczucia szczęścia na podstawach innych, niż przedmioty (więcej na temat szczęścia przeczytasz tutaj).

Uważność na wydatki jest dla mnie również ważna dlatego, że łatwiej jest mi kontrolować wydatki, niż równoważną kwotę zarobić, chociaż pewnie nie u każdego tak to wygląda.

Na co wydaję jak najmniej

  • Prestiż: sukienka od projektanta, luksusowa torebka, loty w klasie biznes i drogie hotele nie są dla mnie pociągające. Lubię ciuchy z second handów, noszenie tej samej torebki latami i niedrogie noclegi podczas wyjazdów. 
  • Duże mieszkanie: wolę małe mieszkanie i mniejszy kredyt (a najlepiej brak kredytu), bo wtedy jestem mniej zależna od tego, ile zarabiam miesięcznie. W tym zakresie moje upodobanie do upraszczania jest niezwykle przydatne, bo mam bardzo mało rzeczy, na które potrzebuję miejsca do przechowywania.
  • Ubrania i biżuterię: noszę ciuchy bez wzorów o maksymalnie uproszczonej formie i tylko w kilku kolorach. Odkupuję to, co mi się zniszczy, najpierw sprawdzając, czy da się kupić z drugiej ręki. Noszę kolczyki i okazjonalnie naszyjnik. Mam jeden zegarek i obrączkę i po wielu próbach jestem zdania, że pierścionki to nie moja bajka: nie udało mi się znaleźć takiego, który bym polubiła.
  • Kosmetyki: mam ustalony prosty plan pielęgnacji, który służy mojej skórze i trzymam się go konsekwentnie: hydrolat, serum, olej, krem, większość pochodzi ze sklepu z surowcami kosmetycznymi.
  • Książki i gazety: dość dużo czytam; kiedyś kupowałam i gromadziłam bardzo wiele książek. Poza  tym regularnie kupowałam kilka miesięczników i tygodników. Takie podejście sprawiało mi kilka problemów: nie byłam w stanie przeczytać wszystkiego, co kupowałam, większość wolnego czasu spędzałam na przeglądaniu dość powierzchownej treści w kolorowych pismach i sporo mnie to wszystko kosztowało. Teraz mam zasadę kupowania książek tylko, jeśli ilość czekających na przeczytanie jest niewielka. To, co chciałabym przeczytać, umieszczam na liście (zamiast od razu kupować) i często okazuje się, że kiedy przyjdzie kolej na te książki, nie wydają mi się już tak interesujące i rezygnuję z kupna. Zapisałam się również do biblioteki i wypożyczam książki; korzystam też z biblioteczek przyjaciół. Kolorowe pisma ograniczyłam do jednego ulubionego miesięcznika i okazuje się, że w zupełności mi to wystarcza.
  • Artykuły papiernicze: kolorowe karteczki i naklejki, zakreślacze, długopisy, fantazyjne notesy? Nie kupuję: używam prostych zeszytów, najchętniej z tekturową okładką i piszę piórem wiecznym, które napełniam atramentem z butelki.
  • Abonamenty i opłaty: co kilka miesięcy przeglądam swoje systemy abonamentowe i sprawdzam, czy korzystam regularnie z oferty. W ten sposób zrezygnowałam z abonamentu na zajęcia sportowe, bo wyszło na jaw, że na zajęciach pojawiałam się co najwyżej raz w tygodniu i usługi płatnej telewizji, którą oglądałam okazjonalnie. Również konto bankowe i kartę kredytową mam takie, które są dla mnie najkorzystniejsze finansowo i unikam opłat za ich prowadzenie.
  • Dekoracje: nie lubię sezonowych dekoracji i ich nie robię, więc nie kupuję rzeczy takich, jak dynie, lampki adwentowe, wielkanocne jajka i baranki. Jedyny wyjątek robię dla choinki, ale eksperymentuję w wersjami zero waste, bo nastrój wprowadzają już same światełka, drzewko nie jest konieczne.
  • Wyposażenie kuchni: nie mam ekspresu do kawy, gofrownicy, robotów kuchennych i kuchenki mikrofalowej. Niewiele gotuję i jeśli już, są to potrawy proste w przygotowaniu, które nie wymagają użycia specjalistycznego sprzętu.
  • Pamiątki: nie przywożę pamiątek z podróży. Szczególny uraz mam do tandetnych, turystycznych gadżetów, które po powrocie z wyjazdu szybko lądują w koszu lub zapomnianym kącie. Przez jakiś czas robiłam wyjątek dla pocztówek, ale również one zaczęły się gromadzić w niekontrolowany sposób i teraz skupiam się na gromadzeniu wspomnień.

Więcej zarabiać

Moje zarobki pochodzą z etatowej pracy zawodowej, a ich wysokość pozwala mi gromadzić oszczędności. Moje podejście ma dwa wiele ograniczeń: praca na etacie pochłania sporo czasu, nie zawsze zadania są zgodne z tym, co mnie naprawdę interesuje i dochód osiągany w tej sposób nie jest skalowalny ani pasywny, czyli moje pieniądze nie pomnażają się same. Jeśli szukasz porad, dotyczących inwestowania, zachęcam Cię do zajrzenia na blogi, o których wspominam na końcu wpisu.

Wolność finansowa: ile pieniędzy warto zgromadzić?

Kwota oszczędności jest sprawą indywidualną, ale zwykle wskazuje się, że równowartość środków wystarczających na kilka miesięcy życia, jest wystarczającym zapleczem finansowym, aby pozwolić sobie na wstępną niezależność. Oczywiście nie dotyczy to kwestii zabezpieczenia emerytalnego, które wymaga zgromadzenia dużo większych środków. Całość zgromadzonych pieniędzy można podzielić na przykład na: fundusz bezpieczeństwa (równowartość kilkumiesięcznych wydatków), fundusz edukacyjny, fundusz emerytalny – który może jednocześnie być funduszem inwestycyjnym.

Jak zacząć?

Jeśli interesuje Cię ten temat, a niewiele o nim wiesz, sięgnij do bloga i publikacji Michała Szafrańskiego i Marcina Iwucia, dowiesz się, jak zostać finansowym ninja i jak zbudować swoją finansową fortecę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.