Żyć po swojemu

Czemu tak trudno żyć po swojemu? Jest taka scena w serialu „Przyjaciele”, w której Rachel wstydzi się uprawiać z Phoebe jogging w parku, bo ta biega w śmieszny, wzbudzający powszechne zainteresowanie, sposób. Zapytana, dlaczego przejmuje się tym, co o niej pomyślą przypadkowi ludzie, których ani nie zna, ani prawdopodobnie nigdy już nie spotka, Rachel odpowiada „Bo to ludzie! Z oczami!”. Lubię tę scenkę, bo zabawnie ilustruje potrzebę postępowania sposób powszechnie oczekiwany i aprobowany. Tylko, czy to dobry pomysł na życie?

Dostosować się czy żyć po swojemu?

Kiedy wciąż próbuję zasłużyć na uznanie, nie mogę konsekwentnie podążać za swoimi wartościami. Muszę ciągle być w gotowości i dostosowywać swoje zachowanie, żeby nie stracić aprobaty innych. Strasznie to skomplikowane, zajmuje dużo czasu i po prostu: czuję, że nie tędy droga. Myślę, że podążając za aprobatą, przestanę w końcu rozumieć, kim jestem i co jest dla mnie ważne. Co więcej, nie mam też gwarancji sukcesu, bo opinie zmieniają się tak szybko, że mogę stracić uznanie nawet mimo moich wysiłków.

Czy to problem, że nie każemu pasuje, jak żyję?

Mój styl życia nie zawsze spotyka się z uznaniem. To, że ciągle ograniczam stan posiadania bywa odbierane jako snobizm lub ekscentryzm. Często słyszę komentarze na temat dziwności mojej praktyki upraszczania i tego, że w efekcie o wielu rzeczach nie można za mną porozmawiać. Kiedyś sprawiało mi to przykrość, z czasem przestało. Lubię wtedy przypominać sobie powiedzenie „Nie jesteś zupą pomidorową, żeby Cię wszyscy lubili”. W zabawny sposób pomaga mi ono przypomnieć sobie, że nie o to mi chodzi, żeby wszystkim pasowało to, jak żyję. Skoro zdecydowałam, co dla mnie ważne, chcę wytrwać przy tym, niezależnie od akceptacji lub jej braku.

Staram się więc ze spokojem przyjąć to, że ludzie mnie różnie, niekoniecznie pozytywnie, odbierają. Nie musi to mi sprawiać przykrości. Jak radził Marek Aureliusz:

Doniesiono Ci, że pewien człowiek źle mówi o tobie.

Tak, ale przecież nie doniesiono ci, żeś ty to odczuł jako przykrość.

Lubię tę sentencję, bo dotyka ona istoty problemu: nie mam wpływu na to, co mi się przytrafia i co ktoś sobie o mnie pomyśli. Ale mogę wybrać to, jak zareaguję i czy mnie to obejdzie. Mogę zastanowić się nad tym, dlaczego zależy mi na byciu akceptowaną i przepracować swoje przekonania, a potem spróbować zacząć reagować inaczej, aby osiągnąć większy spokój i niezależność.

Jak zacząć?

Chcesz również spróbować?

Zacznij od praktyki reagowania spokojem na krytykę. Zastanów się, jak wygląda Twoja opowiedź na poniższe pytania:

Co mnie ostatnio dotknęło?

Dlaczego odebrałam to jako przykrość?

Czy moje oczekiwanie/przekonanie jest realistyczne? Nie? Co mogę zrobić, aby urealnić swoje oczekiwania/przekonania?

A teraz wprawka do tego, aby zacząć żyć po swojemu.

Jakie rzeczy robisz, chociaż wcale nie masz na nie ochoty?

Poznaj powody: dlaczego to robisz? z poczucia obowiązku, z poczucia winy? bo „co ludzie powiedzą”? z jakiegoś jeszcze innego powodu?

Popracuj nad tym przekonaniem: skąd się wzięło? czy jest Twoje? czy czujesz presję otoczenia na to postępowanie? co by się stało, gdybyś przestała to robić?

Przejdź do działania: wybierz jedną rzecz, którą robisz, chociaż nie masz na to ochoty i decydujesz, że przestaniesz robić. I przestań to robić!

Sprawdź reakcję otoczenia: jeśli spotykasz się z krytyką, wróć do przywołanego wyżej cytatu z Marka Aureliusza i ćwiczenia pierwszego. Może pomoże Ci też wpis o odwadze?

Wpis ilustruje fragment obrazu Johna D. Grahama „Aurea Mediocritas” („Złoty środek”), znajdujący się w kolekcji Philipsa, nie odnalazłam informacji, czy można go oglądać w jakimkolwiek muzeum. Złoty środek to dążenie do idealnej proporcji, ale może nie każdy powinien starać się dopasować do kanonu? I można być odmiennym od wzorca i się tym nie przejmować?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *